Słyszałem to zdanie od początku mojej drogi wiary, jak chleb, nigdy mi się nie znudziło i nie obrzydło, choć czasem dziwnie brzmiało: JEZUS CIĘ KOCHA!
I o tym chciałem Wam powiedzieć. Jezus cię kocha! To nie jest slogan, to kosztowny fakt. To nie propaganda, bo każdy kosztowny fakt staje się karykaturą, gdy odłączymy go od ceny, jaką za niego zapłacono, i od przemiany, do której prowadzi. Ta miłość zadziwia, przemienia i tak bardzo wymyka się niektórym naszym definicjom słowa „kocham”, które naprawdę bywają bardzo słabe. Tymczasem Ewangelia mówi: „Gdy jeszcze byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rz 5,8). Bóg nie czekał na naszą poprawę, trzeźwość, naprawione relacje czy przeprosiny. Miłość Jezusa wyprzedziła nasze nawrócenie. Nie była nagrodą za dobre życie. Krzyż mówi grzesznikowi: „Przyjdź taki, jaki jesteś, bo sam się nie naprawisz”. Nikt nie musi najpierw stać się kimś ważnym, wiernym czy doskonałym, aby zostać zauważonym i ukochanym przez Chrystusa. Bożej miłości nie da się zamknąć w definicji. Trzeba się z nią spotkać.
„Kocham cię” u Boga nie znaczy: „Nie musisz się zmieniać”, bo ta miłość Jezusa ratuje, ale nie negocjuje z grzechem. Dlatego głęboko wierzę, że nasze posłuszeństwo Bogu nie jest ceną miłości, ale jest jej owocem. Bo nas tu na nic nie stać, ale we wszystkim możemy mieć udział. Pan Jezus w Ewangeliach nie mówi do ludzi, lekko rzucając słowami: „Kocham cię”. On pokazuje miłość czynem: dotyka trędowatego, płacze, bierze dzieci na ręce, myje uczniom nogi i oddaje życie. Dlatego najpełniejszym zdaniem o Jego miłości nie jest samo „Kocham cię”, lecz: „Wykonało się” (J 19,30). Krzyż jest gramatyką Bożej miłości, bo jeśli Syn Boży oddał za mnie życie, nie istnieje większy dowód, że mnie kocha. A więc „Jezus cię kocha” nie powinno być informacją zastępującą spotkanie z Nim. Powinno prowadzić człowieka pod Golgotę, tam, gdzie slogan religii staje się faktem życia. To przepiękne zdanie: JEZUS CIĘ KOCHA powinno w całym swoim znaczeniu i pięknie wrócić na swoje właściwe miejsce, nie jako puste hasło, lecz jako prawda, która ratuje, pociesza, konfrontuje, przemienia i prowadzi pod krzyż. Każde prawdziwe „kocham” nie jest po to, aby niczego nie zmieniać. Jest po to, aby wszystko się zmieniło.