Uliczne wojny, dzielnice, do których lepiej nie zaglądać – wszyscy znamy taki obraz Szwecji zawłaszczonej przez migranckie gangi. Tymczasem szwedzkie wybory zdominowały zupełnie inne tematy. A wniosek: szwedzkie centrum wyraźnie się przesunęło w prawo.
Szwecja po wyborach, które odbyły się 13 września, znalazła się w politycznym klinczu: centrolewica wygrała minimalnie, ale stworzenie stabilnego rządu utrudniają różnice między potencjalnymi koalicjantami. Liderce zwycięskich socjaldemokratów Magdalenie Andersson (na zdjęciu u góry) już dwa razy nie udało się utworzenie koalicji.
Teraz misję sformowania rządu otrzymała przewodnicząca niewielkiej partii Centrum Elisabeth Thand Ringqvist. Nie zamierza ona jednak obejmować funkcji premierki, tylko wynegocjować kompromis. Perspektywa rządu z Andersson na czele jest więc wciąż jeszcze realna – o ile partie się porozumieją.
Zaprosiłam mieszkającą w Szwecji pisarkę i dziennikarkę Katarzynę Tubylewicz, żeby opowiedziała, jak w ostatnich latach przesunęło się szwedzkie centrum polityczne i co stało się ze skrajnie prawicowymi Szwedzkimi Demokratami, którzy wcześnie swój polityczny sukces zawdzięczali m.in. krytyce zbyt ich zdaniem luźnej polityki migracyjnej poprzednich rządów.
Mówimy też o rosnących w kraju po drugiej stronie Bałtyku nierównościach, szwedzkim egalitaryzmie, wejściu do NATO i o tym, czy Magdalena Andersson może stać się jedną z ważniejszych postaci europejskiej polityki.
Podden och tillhörande omslagsbild på den här sidan tillhör
OKO.press. Innehållet i podden är skapat av OKO.press och inte av,
eller tillsammans med, Poddtoppen.